Dolomity cz. 3 - via ferrata Giuseppe Olivieri

27.05.2019
Dolomity cz. 3 - via ferrata Giuseppe Olivieri

Godzina 4:00. Dzwoni budzik. Jeden w jednym namiocie, za chwilę kolejny w drugim. Chętnych do wstawania niestety nie widać. Cieplutki śpiwór robi swoje. Póki co, nikt nie ma zamiaru z niego wychodzić.

Przestawiamy budziki i wstajemy chyba dopiero koło 7. Późno. Fakt faktem, zbyt daleko nie musimy jechać. Raptem kilometr, dwa. Ale pogoda od południa ma się popsuć i to trochę zmienia postać rzeczy... Póki co, jest całkiem przyjemnie i pięknie świeci słońce. No nic pora zrobić sobie śniadanie. To może co innego dzisiaj ? Ok, to dla odmiany ryż z konserwą, kukurydzą i sosem. Brzmi świetnie. Pojedzeni i spakowani. Wsiadamy do auta. Podjeżdżamy dosłownie kawałeczek, po czym zostawiamy samochód na parkingu. Zakładamy plecaki i ruszamy na szlak. Naszym dzisiejszym celem jest via ferrata Giuseppe Olivieri. Stopień trudności wg. Tkaczyka 5/6. Ferrata bardzo trudna. W tym obszarze występuje również ferrata Sentiero Giuseppe Olivieri. Warto tu po prostu uważać na zbieżność nazw i sobie przez przypadek ich nie pomylić. Początkowo trasa prowadzi przez las, ale pomimo drzewek, widoki cieszą już z samego rana...W oddali widzimy już schronisko A. Dibona. Jak widać można do niego normalnie podjechać autem. Znajduje się tam parking, do którego prowadzi szutrowa droga. Troszkę czasu można było przez to zaoszczędzić, ale jakoś tego na mapie nie zauważyliśmy. Ale tak naprawdę, zbyt wiele drogi nie nadłożyliśmy, a zawsze stawy zdążyły się już rozgrzać...
Schronisko A. Dibona z widokiem na Lastoni di Formin, Dolomity
Przed schroniskiem znajduję się duża mapa. Jak widać Tofana di Rozes według niej mierzy o metr mniej niż podaje internet. Jest na niej również pokazane jak będzie przebiegał Nasz szlak na Punta Anna...
Mapa poglądowa z zaznaczoną via ferratą Giuseppe Olivieri, Dolomity
Idziemy w górę, w kierunku schroniska Pomedes...Schronisko Dibona zostaje w dole, ale im wyżej podchodzimy, tym co raz więcej pojawia się na niebie chmur...Dochodzimy do pierwszego rozwidlenia i patrzymy się na szczyt, który chcemy atakować. Widać na Nim malutkie postacie. Niektórzy są naprawdę wysoko. Z tej perspektywy wygląda to niesamowicie. Co chwilę padają komentarze "ja pierniczę gdzie on wszedł !", "a widzicie tamtego ?", "czad !" Gdybyśmy tylko wstali tak jak zadzwonił budzik, to pewnie większą część ferraty mielibyśmy już za sobą. A tymczasem chmury nad Punta Anna wyglądają naprawdę nieciekawie...
Ciemne chmury nad via ferratą Giusppe Olivieri, Dolomity
Ale nic, idziemy dalej. Schronisko Pomedes co raz bliżej...Po chwili jesteśmy na miejscu..Rzut okiem na Punta Anna. Za wesoło to nie wygląda. Nie wiadomo czy nie będziemy musieli zmienić Naszego dzisiejszego kierunku...Siadamy na chwilę przed schroniskiem skąd rozciągają się bardzo ładne widoki. Swoją drogą bardzo fajne schronisko. Są ławeczki, leżaki. Cały czas towarzyszy Nam typowo włoska muzyka. Patrząc na szlak prowadzący na Punta Anna, widzimy trochę osób. Nie tak dawno wyruszyła tam jakaś grupka 3-osoba, ale wygląda na to, że chyba odstraszyła ich niepewna pogoda. Zawracają. Póki co, Nasz dzisiejszy cel stoi pod dużym znakiem zapytania. Z uwagi na to, że jest to ferrata bardzo trudna, jakiekolwiek opady znacznie utrudniają wspinaczkę i powodują zagrożenie. Nie wspominając już o burzy. Wówczas na takiej drodze robi się naprawdę niebezpiecznie. Postanawiamy spędzić tutaj trochę czasu i zobaczyć co dalej będzie się działo z pogodą. W tym czasie udajemy się kawałeczek za schronisko...
Widok na Cortine d'Ampezzo nieopodal schroniska Pomedes, Dolomity
Do schroniska poprowadzony jest wyciąg krzesełkowy, także dość szybko można się tutaj dostać z Pietofana, znajdującej się nieco powyżej Cortiny d'Ampezzo...Dochodzimy do pobliskich skałek...Szymon postanawia wejść na jedną z nich, ale na sam szczyt "na szczęście" nie udaje mu się wspiąć
Widok na Cortine d'Ampezzo nieopodal schroniska Pomedes, Dolomity
My w tym czasie cieszymy się drobną wspinaczką na przeciwległy punkt.
Lekka wspinaczka wokół schroniska Pomedes, Dolomity
I siedząc na skałkach, podziwiamy to co wokół Nas...
Przepiękne widoki rozchodzące się w pobliżu schroniska Pomedes, Dolomity
Po chwili wraca Szymon i powoli kierujemy się w stronę schroniska. Wszędzie dookoła pogoda jest naprawdę ładna. Świeci słońce i jest całkiem przyjemnie. Natomiast nad Punta Anna cały czas krążą nieciekawe chmury. Siadamy ponownie na ławeczkach znajdujących się przed schroniskiem. Po raz kolejny wyjmujemy mapę, przewodnik i myślimy co robić. Kamil sprawdza jeszcze raz pogodę. 50/50, na to że będą opady, albo na to że ich nie będzie. Czyli w zasadzie dalej nic nie wiemy. Myślimy dalej. Kto jest za, kto jest przeciw. W początkowych założeniach myśleliśmy żeby wejść na Punta Anna i stamtąd kierować się dalej ferratą Aglio. Natomiast w przypadku tak niepewnej pogody, zdecydowanie trzeba z tego pomysłu zrezygnować. Wychodzi na to, że nic już więcej tutaj nie wymyślimy. W końcu wspólnie podejmujemy decyzję. Odpuszczamy drugą cześć wspinaczki. Robimy jedynie ferratę Giuseppe Olivieri i schodzimy w dół. Zakładamy plecaki. Przy schronisku spędziliśmy chyba około półtorej godziny. Najwyższa pora ruszać..Podejście do miejsca w którym rozpoczyna się ferrata jest całkiem krótkie. Zajmuje Nam to może 10-15 min. Spotykamy na ścieżce chłopaka i dziewczynę, którzy także są z Polski. Z uwagi na to, że idziemy nieco szybciej, puszczają Nas przodem. Po chwili jesteśmy na miejscu. Zakładamy sprzęt. Widać już pierwsze "żelastwa". Startujemy. Już sam początek jest bardzo fajnie eksponowany...
Eksponowany początek ferraty Giuseppe Olivieri, Dolomity
Teraz troszkę w górę i zaczynają pojawiać się pierwsze szerokie uśmiechy na naszych twarzach. Chociaż tak naprawdę już na pierwszej ekspozycji były one widoczne. Spoglądamy na pozostawione w dole schronisko Pomedes. Wołam do chłopaków, żeby popatrzyli lepiej w moją stronę. Widok tego co u góry i co Nas dalej czeka od razu wywołuje u nich kolejne uśmiechy. Łukasz cały czas toruje drogę...Mijamy wąskie przesmyki. Cieszymy się z podjętej decyzji. Od momentu jak weszliśmy na ferratę pogoda zaczęła się poprawiać. Po Naszej lewej stronie masywnie prezentuje się Tofane di Rozes...Trasa jest naprawdę pięknie poprowadzona. Praktycznie co chwilę towarzyszy Nam pionowa wspinaczka...
Widok na Tofane di Rozes, Dolomity
Łukasz z Szymonem cały czas pędzą w górę...A ja się odwracam fotografując wyłaniającego się właśnie Kamila, który ewidentnie odczuwa satysfakcję z przejścia kolejnego trudnego odcinka Tuż za Nim również uśmiechnięty Marcin. Jeszcze tylko spojrzenie w dół. Wpierw pod nogi zdobytego przez Nas wczoraj szczytu... A następnie w kierunku schroniska Dibona. Zrobiło się tam tłoczno. Jak to dobrze, że jesteśmy już tak wysoko. Teraz czeka Nas przejście takim wąskim przesmykiem. Na tym odcinku akurat nie ma asekuracji. Łukasz w tym czasie przymierza się już do kolejnej pionowej wspinaczki. I z tego co pamiętam, to chyba właśnie w tym miejscu, droga jest lekko przewieszona, także może stanowić trudność..To przewieszenie występuje chyba dokładnie w tym miejscu w którym jest aktualnie ten turysta w czerwonej koszulce...
Trudne miejsce na ferracie Giuseppe Olivieri, Dolomity
Kolejny bardzo fajny odcinek przed Nami. Łukasz ma już go za sobą i może sobie chwilę odpocząć...Przed Nami przejście kolejnym mocno eksponowanym odcinkiem. Prezentuje się wyjątkowo pięknie ;)
Jeden z wielu mocno eksponowanych odcinków na ferracie Giuseppe Olivieri, Dolomity
A takie widoki są pod nogami...
Sporo przestrzeni pod nogami na  ferracie Giuseppe Olivieri, Dolomity
Po chwili znajdujemy się w miejscu w którym zaczynają się schody. Pan w zielonym ewidentnie nie może sobie poradzić z przejściem tego odcinka. Robi się lekki zator. Po chwili dochodzą Nas nawet Polacy których mijaliśmy na samym początku. No to myślimy sobie, że to zapewne najtrudniejszy element tej trasy...
Trudne miejsce na ferracie Giuseppe Olivieri, Dolomity
Widać, że gość zupełnie opadł z sił, bo momentami nawet chwyta się za linę zgięciami w łokciach. Dopiero ten Pan w czerwonym pokazywał po kolei gdzie ma stawiać nogi, i w końcu udało mu się ten odcinek pokonać. I teraz właśnie mi się przypomniało, że jeden turysta nie sprostał też tej ferracie i zaczął schodzić "pod prąd". Tylko nie pamiętam, czy to akurat przy okazji tego przejścia, czy tego wcześniejszego na którym była ta przewieszka. Generalnie to przejście nie było jakieś strasznie trudne. Wystarczyło się jedynie dobrze ustawić. Ja np. w ogóle nie szedłem tak jak Oni, tylko bardziej dołem, a dokładniej tak jak idzie ta rysa. Lonża jest na tyle długa, że wcale nie trzeba iść przyklejonym do "żelaznej liny". Z uśmiechem na twarzy pokonujemy ten odcinek...A po wyjściu na górę Nasze uśmiechy są już bardzo szerokie.
Szerokie uśmiechy i ogromna satysfkacja z przejścia ferraty Giuseppe Olivieri, Dolomity
Swoją drogą, jest to chyba moje ulubione zdjęcie z Dolomitów. Dlaczego ? Dlatego, że odzwierciedla prawie w 100 % to co czułem/czuliśmy przechodząc tą ferratę. Nawet teraz jak przeglądam zdjęcia z tego dnia, to się łezka w oku kręci, bo to, co tam przeżyliśmy jest niedopisania. Trasa jest naprawdę przepiękna. Ilość odcinków wymagających wspinaczki jest tutaj bardzo duża. Do tego ferrata poprowadzona jest w wyjątkowo przepaścistym i mocno eksponowanym terenie, co dodatkowo dodaje jej uroku. Lipella zdecydowanie przy niej wysiada. Wydaje mi się, że te zdjęcia wyjątkowo oddają Naszą radość i satysfakcję z przejścia tej ferraty A i tak, to jeszcze nie koniec. Jeszcze kawałeczek do przejścia Nam zostało. Jedni odpoczywają, a w tym czasie widać jak pani ładnie radzi sobie z trawersem...
Ładny trawers na ferracie Giuseppe Olivieri, Dolomity
Jeszcze sobie raz zerkniemy w dół, gdzie do wspinaczki przymierzają się już kolejne osoby...
Ładny trawers na ferracie Giuseppe Olivieri, Dolomity
No nic, pora iść dalej. Przed Nami kolejny pięknie eksponowany trawers
Ładny trawers na ferracie Giuseppe Olivieri, Dolomity
Tutaj już widziany z drugiej strony...Mijamy teraz lekki przesmyk...Od samego początku ferraty. aż do tego miejsca, poprowadzona jest całkowicie nowa żelazna lina. Natomiast tutaj zaczyna się już ta stara. Jest dużo cieńsza, mocowania zrobione są na mniejszych śrubach, no i przede wszystkim nie jest tak fajnie naciągnięta, jak ta nowa. Teraz przed nami kawałek pionowej wspinaczki i kilka widoczków...
Ładny trawers na ferracie Giuseppe Olivieri, Dolomity
Do szczytu zostało już nie daleko...Jeszcze tylko trochę wspinaczki...I to już chyba wierzchołek Punta Anna. Znajdujemy się na wysokości 2731 m n.p.m.
Na szczycie ferraty Giuseppe Olivieri, Punta Anna Dolomity
W oddali widać schronisko Giussani...Parę kawałków czekolady, woda i kierujemy się dalej. Nie spędziliśmy tutaj za wiele czasu. Ale to była w zasadzie jedyna okazja żeby wyprzedzić wszystkich i iść dalej swoim tempem...
Widok na schronisko Giussani z ferraty Giuseppe Olivieri, Punta Anna Dolomity
Chłopakom się zebrało na wygłupy...Jeszcze obrót za siebie...I idziemy do przodu...I teraz właśnie do końca nie pamiętam gdzie było rozwidlenie pozwalające na kontynuowanie trasy ferratą Aglio, która doprowadziłaby Nas na szczyt Tofany di Mezzo. Patrząc na mapę też nie jestem w stanie do tego dojść. Ale powiedzmy, że zanim do niego dotrzemy czeka Nas jeszcze bardzo przyjemny trawers i kolejny mocno eksponowany odcinek...
Jeden z wielu eksponowanych odcinków na ferracie Giuseppe Olivieri, Dolomity
Lastoni di Formin ciągle pięknie się prezentuje...
Bajeczne skały w Dolomitach
Dochodzimy do rozwidlenia. Teraz pytanie co robimy dalej. Szymon z Kamilem są zmęczeni i zdecydowanie chcą schodzić w dół. My z kolei chwilę się zastanawiamy. Jesteśmy już tak wysoko i w zasadzie na wyciągnięcie ręki mamy ferratę Aglio. Z tego co pamiętam Tkaczyk ciekawie ją opisał w swoim przewodniku. Nie mam go niestety pod ręką, ale w każdym bądź razie chodziło o to, że ekspozycję z jakimi przyjdzie się Nam zmierzyć na ferracie Aglio, są dużo dużo większe niż te z którymi się zmagaliśmy na Giuseppe Olivieri. I to jest oczywiście czynnik, który ciągnie Nas do góry, ale... No właśnie jest jedno ale. Patrzymy na niebo, i na chmury jakie się zbierają od strony schroniska Giussani. Znowu nie wygląda to za przyjemnie. Jeśli się zdecydujemy na kontynuowanie ferraty, to idąc w miarę sprawnie, przy samochodzie będziemy dopiero wieczorem. A jeśli w trakcie złapie Nas burza, to zrobi się bardzo niebezpiecznie. Już raz dzisiaj zaryzykowaliśmy decydując się na przejście ferratą Giuseppe Olivieri. Nie ma co dalej kusić losu. Podejmujemy decyzję, że schodzimy wszyscy w dół. Schronisko Giussani co raz bliżej. Teraz parę stopni w dół i kolejny trawersik. Obrót w tył, a skały wokół Nas naprawdę bajeczne...
Bajeczne skały w Dolomitach
I tutaj już końcowy odcinek na którym jest poprowadzona asekuracja...Wychodzimy na piarg i kierujemy się w dół. W zasadzie nim zbiegamy i w momencie znajdujemy się na szlaku, który schodzi ze schroniska Giussani. To ten sam, którym wczoraj wracaliśmy z Tofany di Rozes, dlatego tutaj zdjęcia w zasadzie się kończą. W poprzednim dniu ten szlak został już udokumentowany. Na początku wejścia do lasu, zrobiliśmy sobie jeszcze jedną przerwę i tam zjedliśmy konkretny posiłek. A dalej to już szybki spacerek i po chwili wyszliśmy na parkingu. Dokładnie na tym, na którym zostawiliśmy rano samochód. Teraz pora na odpoczynek.
Zasłużony odpoczynek po przejściu ferraty Giuseppe Olivieri, Dolomity
Godzina nie jest jakaś późna. Może koło 16. Ale na ten dzień już nic nie planujemy. Na parkingu spędziliśmy trochę czasu odpoczywając. Analizowaliśmy w tym czasie mapę i przewodnik próbując ustalić plan jutrzejszego dnia. Jutro niedziela i to niestety już Nasz ostatni dzień w Dolomitach. Kamil w poniedziałek rano musi być w pracy, więc planujemy wyjechać koło godziny 15. Do tego czasu chcemy zrobić na zakończenie jeszcze jakąś jedną ciekawą ferratę. Chodziła Nam bardzo po głowie ta ferrata Aglio, którą dzisiaj odpuściliśmy. Ale trzeba by wstać naprawdę o tej 4 rano, podjechać na ten górny parking pod schronisko Dibona i w miarę sprawnie zwiększać wysokość. Ale i tak nie sądzę żebyśmy tak szybko tą trasę pokonali. To w końcu wycieczka na cały dzień. Debatowaliśmy też na temat ferraty Tomaselli. Również Nas kusiła. Żeby nie tracić czasu, trzeba by wyjechać kolejką do schroniska Lagazuoi. Ale ta z kolei dopiero jest otwarta chyba od 8 albo 9 rano. A to za późno. Pada jeszcze pomysł, żeby troszkę zjechać w dół i wybrać się na ferratę Strobel. Tyle, że to już nie grupa Tofany tylko Pomagagnon. Jest to dość krótka ferrata, także na niedzielną wycieczkę w sam raz. Kamil jak co wieczór sprawdza pogodę. Ma być ładnie. Pakujemy się do samochodu, podjeżdżamy kawałek i parkujemy po raz kolejny na zatoczce. Zabieramy śpiwory, karimaty i namioty, po czym udajemy się do lasu. To już Nasza ostatnia noc w Dolomitach. Budziki standardowo nastawiamy na godzinę 4.
Autor: Paweł Wachel (KEEN POLSKA)
Pokaż więcej wpisów z Maj 2019
Podziel się tym artykułem z innymi
  • facebook
  • googleplus1
  • twitter
  • pinterest
Napisz komentarz
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixelpixelpixelpixelpixelpixelpixelpixelpixelpixelpixel